Zajączki

Na pewnej zielonej łące 

Żyły beztrosko zające 

Każdy szary lub brązowy 

(Czasem trafił się beżowy) 

Te kolory były w modzie 

I świadczyły o urodzie 

Była tam pewna zajączka 

Z której śmiała się łączka 

Bo choć futerko miała wspaniałe 

To na nieszczęście – całe białe! 

A do tego (przy tym futrze!) 

Miała jedno uszko krótsze 

Koleżanki z niej szydziły 

– To jest widok niezbyt miły! 

Na jej miejscu, w każdej porze 

Ciągle bym siedziała w norze! 

Nikt nie zechce jej na żonę 

Tak potwornie oszpeconej 

Mówiły o niej sąsiadki 

-To naprawdę okaz rzadki! 

Takim futrem w złym kolorze 

Wstyd przynosi całej norze! 

Biedna zajączka wiedziała 

Że bardzo brzydka jest cała. 

Była też pewna zupełnie 

Nikt się jej losem nie przejmie! 

Gdy zapragnie wyruszyć w świat 

Gdzie nie będą szydzić z jej wad 

Nie spakowała nic (bo po co?) 

I uciekła z łączki nocą 

Siedzi sama w ciemnym lesie 

Wiatr zapachy dziwne niesie 

Nie jest pewna już zajączka 

W którą stronę była łączka 

Nowy, straszny świat dokoła 

Gdzieś w oddali ktoś coś woła 

Wróg? Przyjaciel? Skąd to wiedzieć!  

Trzeba było w domu siedzieć! 

Nagle, słyszy gwizd złowrogi 

Decyduje szybko – w nogi! 

Pędzi, aż się za nią kurzy! 

Wpadła prawie do kałuży 

Ledwie to zauważyła 

Bo ze strachu ledwie żyła 

Nagle niemal w miejscu staje 

Czy jej tylko się wydaje 

Czy też widzi kształt przy drzewie? 

Może jakiś lis tu drzemie? 

Najostrożniej łowi zapach 

Czyżby czuła tu rodaka? 

To króliczy kształt tam mignie 

Czy też strach jej płata figle? 

Wtedy słyszy głos z daleka 

– Na co piękna pani czeka? 

Proszę podejść, proszę śmiało 

Tu zajęcy jest niemało! 

Ulga lecz i strach zarazem 

Jakże komuś się pokaże? 

Przecież ona brzydka taka 

Że wystraszy wnet biedaka 

Nie ma jednak już wyboru 

Nie chce do ciemnego boru 

Idzie w stronę tego głosu 

Nie jest pewna swego losu 

Gdy zobaczą w dzień jej uszy 

Samą ją zostawią w głuszy 

Ale nie ma gdzie uciekać 

Więc z zającem musi czekać 

Pyta zajączek: co cię tu niesie? 

Niebezpieczna jest noc w lesie 

Tu jest blisko moja łączka 

Dom bezpieczny dla zajączka 

Będę szczerze zaszczycony 

Jeśli zechcesz iść w te strony 

Wtedy też porozmawiamy 

Drogę wspólnie pokonamy 

-Prowadź zatem na swą łączkę 

Rzekła zajączka podając mu rączkę 

Choć go znała ledwie chwilę 

Zdążył zaskoczyć ją mile 

Gawędzili drogę całą 

I ciągle było im mało 

Zajączka była zdziwiona 

Jak miła jest ta rozmowa 

Wiedziała jednak że niebawem 

Słońce oświetli całą trawę 

Wtedy zając zobaczy dokładnie 

Że ona wygląda niezbyt ładnie 

Nawet ten zajączek miły 

Będzie śmiał się z całej siły 

Lecz cóż począć – wzeszło słońce 

Oświetliło dwa zające 

Cisza zapadła, zajączka zerka 

Szary jest kolor zająca futerka 

On patrzy na nią, prawie nie mruga 

Cisza wydaje się już zbyt długa 

W końcu otrząsnął się ze zdumienia 

I zaczął mówić, choć głos mu się zmienia 

-Jesteś taka wyjątkowa 

Że nie znajdę na to słowa 

Czy mi sprawisz radość wielką 

I zostaniesz mą królewną? 

Był to królewicz zajęczy 

Głowę jego diadem wieńczy! 

-Ja, szpetna biedaczyna 

Mam wyjść za króla syna? 

-Jesteś jedyna wśród tysięcy 

Lepsza od innych zajęcy 

Podczas gdy reszta wygląda podobnie 

Ty prezentujesz się bardzo godnie 

Inne zające – wszystkie brązowe 

Ty za to tworzysz własną modę 

Mądra, wrażliwsza niż reszta stada 

Dużo wspanialsza, niż to wypada 

Czy chcesz zostać moją żoną 

A także przyszłą królową? 

Zastanowiła się chwilę 

Co trwało dosłownie tyle 

Co krótkie oka mgnienie 

Lub letnie słońca zaćmienie 

Bo już wiedziała dokładnie 

Że to jest to czego pragnie 

I że dla tego zajączka 

Nieważna jest cała łączka 

Bo tylko on widział dalej 

Niż krótsze uszko i futro białe 

Chwyciła zatem zajączka za rączkę 

I razem poszli na jego łączkę 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *